Gdy idę na wybory i po raz kolejny głosuję by wymienić rządzącą klikę zadaje sobię pytanie co jest nie tak? Politycy kłamią co cztery lata by przy następnym wyborach wyjaśnić że jedyne ich chwalebne sukcesy to naprawienie błędów poprzedników. Po objęciu władzy widzimy w telwizji negatywy. Mieli zwalczać biurokrację, więc ustanawiają nowe urzędy. Miały być niższe podatki. Będą, dla oligarchów. Co miesiąc pięść się mocniej zaciska. Pozostaje pytanie: jak to naprawić?
Najlepsze są proste rozwiązania. Co cztery lata wybieramy kolejnych krętaczy. Czasem tych samych, czasem innych. Dlaczego by nie wybierać też co zrobić z poprzednią ekipą? Rządzili dobrze? Jesteśmy zadowoleni? Czemu ich nie nagrodzić? Powiedzmy 10 mln dla każdego parlamentarzysty. To mała cena za rozwój kraju. A jeśli zbijali bąki i sadzali znajomków na ciepłych posadzkach? Cóż 10 lat ciężkich robów moim zdaniem właściwie by ich nagrodziło. I czyż nie było by to piękne? Ideał demokracji. Władza w ręckach ludu. Wielka władza pociągała by za sobą wielką odpowiedzialność. Ludzie garnący się do władzy nie mieli jedynie marchewki przed oczami, ale również i kij.
Rzecz jasna doskonale zdaje sobie sprawę że pomysł ten nie ma najmniejszych szans powodzenia w jakimkolwiek parlamencie. Bo jak złodziej głosował by przeciwko swoim własnym żywotnym interesom? Pomysł ten poraził mnie jednak swoją prostotą i skutecznością do tego stopnia ż żę postanowiłem go tutaj opisać.