środa, 17 marca 2010

Avatar The Game - niebiescy indianie z Palmiarni


Już na pierwszy rzut oka widać że Ubisoft ma zaawansowane silniki graficzne w małym palcu. Po kilkunastu minutach gry niestety niewiele poza tym.

Gra sygnowana przez Jamesa Camerona podobnie jak film posiada szczegółowo dopracowane tło. Dżungla wypełniona jest różnorodnymi roślinkami które są starannie opisane w encyklopedii. Kręci się po niej też kilka zwierząt znanych z filmu (głównie agresywne, generowane losowo, kolorowe koty które szybko stają się irytujące). Tak że szybko zaczynamy czuć się jak w palmiarni, całkiem ładnej ale jednak tylko palmiarni

Podobnie jak w filmie fabuła jest bardzo prosta a dodatkowo pozbawiana jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego. Od początku mamy uczucie że jesteś dodatkiem do jakiegoś wydarzenia. Najgorsze że nie wiadomo jakiego :/ Postacie są szare i niewyraźne. Dialogi sztywne.

Gameplay również nie zachwyca. Walka szybko się nuży bo przeciwnicy są mało zróżnicowani podobnie jak dostępna broń. (Po stronie Navi jest z tym odrobinę lepiej i momentami nawet trochę interesująco). Najgorzej jest z pojazdami. Dostępne ludziom kłady i ślizgacze choć wyposażone w broń strzelają zawsze do przodu. W grach z przed 10 laty pamiętam takie rozwiązania, ale dziś?

Jako plusy należy zaliczyć ładną grafikę i możliwość opowiedzenia się po stronie tych złych :> Na tle standardowych produkcji opartych na filmowych premierach gra jest jedną z lepszych w historii.

Czego brak w grze? Postaci z charakterem chociażby na wzór tych filmowych. Efektownych zwrotów akcji i wydarzeń. (To co jest wygląda jak cień filmowych wydarzeń). Większej różnorodności rozgrywki. Sami żołnierze z karabinami albo biegający z łukami i dzidami niebiescy Indianie to za mało.

A i wilków jest za dużo, a za mało zwyczajnych stworzonek Pandory, powinien być ekosystem a nie wybieg bezpańskich psów.

1 komentarz:

  1. Trafne spostrzezenia, Panie Pankracy:) Dodadam tylko- zakończenie bez orgazmu! A tyle skakania po drzewach bylo i pozycji... namierzanych;)

    Pchelka.

    OdpowiedzUsuń